Piątek, piąteczek, piątunio - na szczęście wolny :)) Szkoda, że pozostała część weekendu pracująca... Ale cieszmy się tym, co mamy :) Słonko świeci, więc nie ma co marnować dnia :) Zabieram się do pracy!
A Wam chciałam pokazać fioletowego aniołka, na którym trochę eksperymentowałam z włosami :) Ostatnio powstało kilka aniołków w lokach, ale ten był pierwszy :) Cały w fioletach, ponieważ lata sobie w mojej sypialni :)
Aniołek ze stertą książek powstał z okazji książkowego wyzwania Pracowni Suwenirów, w którym zostałam gościnną projektantką :) Miałam sporo frajdę przy pracy! Przygotujcie się na dużą porcję zdjęć :)) I oczywiście zapraszam do wzięcia udziału w zabawie!
Osobiście jestem książkopożeraczem i kolekcjonerem makulatury :) Wolę kupić książkę niż ją wypożyczyć. Marzę o regale (takim od podłogi aż po sufit!), który będzie zapełniony książkami! Temat wyzwania był mi więc bardzo bliski :))
Aniołek próbował przenieść kilka książek i niestety - posypały się! Ależ się zdziwił :) Aż mu się okulary zsunęły na czubek nosa!
Dzisiaj będzie o aniołku innym niż moje dotychczasowe - aniołku z laleczkową buźką :)
Pierwszy raz zobaczyłam "twarzowe" aniołki mniej więcej 1,5 roku temu na blogu Oliwii. Wtedy pomyślałam sobie, że takie cuda nie mogą powstawać z masy solnej :) Ale obiecałam sobie, że kiedyś spróbuję takiego zrobić! Zabierałam się do tego i zabierałam. Aż o moim zamiarze przypomniała mi Edyta, u której od jakiegoś czasu można podziwiać cudne laleczkowe aniołki :))
Zabrałam się do roboty! Kupiłam, co musiałam, złożyłam ofiarę, a następnie wyrobiłam masę solną...
Buszując po sieci znalazłam (TUTAJ) zdjęcie buldoga francuskiego autorstwa DogArts, które rozmiękczyło moje stwardniałe serce :) I cóż mogłam sobie pomyśleć poza tym, że chcę takiego mieć? Ale nie jako naklejkę na ścianie, tylko malunek na torbie. Mówisz i masz! To znaczy ja mam :)